HMŚ od zaplecza: Media


Obiecaliśmy, że stopniowo będziemy przybliżali Wam pewne informacje dotyczące Halowych Mistrzostw Świata i zgodnie z obietnicami czas na kilka spraw dotyczących pracy mediów. Od początku do końca dziennikarze pracujący podczas HMŚ w Poznaniu byli mocno lekceważeni. Część władz naszego hokeja starała się natomiast o to, aby Prohokej na turnieju nie zagościł.

„Zacznijmy od końca” czyli na początek temat naszej obecności podczas HMŚ. Znaleźliśmy się na nich w komplecie tylko i wyłącznie dzięki uprzejmości i operatywności szefa biura prasowego turnieju – Jacka Pałuby z Głosu Wielkopolskiego, za co jeszcze raz należą mu się nasze podziękowania.

Z kilku źródeł wiemy, że pierwsza reakcja na nasze wnioski akredytacyjne była taka, że Prohokejowi należy dać jedną akredytację, bo więcej nie jest nam potrzebnych. Ostatecznie poprzez – nie ukrywamy – kombinowanie udało nam się na turnieju dysponować czterema dokumentami uprawniającymi do przebywania w biurze prasowym, co pozwoliło nam po raz kolejny zresztą przekazywać najbardziej kompleksowe wiadomości z turnieju, co piszemy nieskromnie  z czystym sumieniem.

Pomysłodawcą przydzielenia nam jednej akredytacji był sekretarz generalny PZHT – Marek Cichy. Dopiero po namowach i sugestiach, że wybuchnie afera zgodził się łaskawie na dwie, argumentując już po rozpoczęciu turnieju, że jest duże zainteresowanie mediów stąd trzeba rozsądnie nimi dysponować, a poza tym „nie, bo nie”. Doszło do mocnej wymiany zdań i potem praktycznie żadna ze stron nie wchodziła sobie w drogę.

Jak się okazało biuro prasowe rzeczywiście było wręcz zawalone dziennikarzami. Byli ludzie z BBC, CNN, Fakty TVN, najwięcej szabel wystawiły media z Australii i niemiecki Spiegel. Oczywiście ironizujemy. Na terenie biura prasowego można było urządzać sobie biegi na 60 metrów, bo przez 3/4 turnieju było nam praktycznie pusto.

Niedobrze pomyśleli organizatorzy samo rozmieszczenie biura. Echo niosące się po obiekcie Targów Poznańskich nie mogło zostać wyciszone poprzez niskie odgrodzenia, które nie sięgały sufitu, w efekcie czego nie zapewniały szczelności przed dźwiękiem muzyki, jak także nie zapewniały bezpieczeństwa. Zdarzało się, że piłka przepchnięta zbyt mocno przez zawodnika wpadała z impetem do biura prasoweg. O ile w przypadku kontaktu z dziennikarzem zakończyłoby się to guzem, o tyle w kontakcie z drogim sprzętem komputerowym czy fotograficznym już niekoniecznie. Wtedy dopiero mielibyśmy spory kto komu winien i kto zawinił. Na szczęście sytuacja ta nie miała miejsca. Nie miała miejsca, za to niejedna konferencja prasowa nie udała się ze względu na zbyt głośną muzykę. Także ta z udziałem prezesa Negre.

Nie zadbano także o odpowiednią organizację samych konferencji prasowych. Zamiast zrobić przedturniejową odprawę precyzującą zasady organizacji tego typu spotkań, ustalając na przykład, że będą one robione 15 minut po każdym ze spotkań, panowała totalna samowolka. Raz trenerzy przychodzili, raz nie, czasem było to 5 minut po meczu, czasem natomiast 25.

Najgorzej w tym wszystkim wypadli niestety tłumacze. Jak można na imprezę rangi międzynarodowej zatrudnić w tej roli kogoś, kogo poziom języka angielskiego nie przekracza przełomu gimnazjum i liceum? Nie, nie jest to żart, ani ironia. Na turnieju za tłumaczenie konferencji – także tych najbardziej prestiżowych – brał się człowiek, który po pierwsze nie znał hokejowej specyfiki i terminologii, po drugie natomiast niejednokrotnie nie rozumiał co mówią osoby, których słowa miał tłumaczyć. Nie mówiąc już o przekazaniu na język angielski tego, co mówili polscy trenerzy, zawodnicy lub dziennikarze. Była to męczarnia – dla wszystkich stron całej farsy.

Swoją drogą ciekawe czy nasz tłumacz nie jest powiązany z kimś rodzinnie. Tylko w PZHT jest możliwe, aby po takiej plamie załapać się na nastepną imprezę, jaką były Mistrzostwa Europy grupy „B” kobiet. Tłumacz się załapał, a angielskiego nie poprawił co udowadniał na antenie KuszoTV.

Halowe Mistrzostwa Świata nie zakończyły się na szczęście blamażem. Dla przeciętnego kibica było fajnie. Dużo ludzi, muzyka, dobre mecze, trybuny. Nie odczuwało się nie wnikając za kulisy mnóstwa niedoróbek, które pokazywały braki w imprezie. Może można było ich uniknąć, gdyby nie chęć zrobienia wszystkiego przy pomocy własnych znajomych i znajomych-znajomych. Otwarcie na sugestie i propozycje nie jest jednak najmocniejszą stroną naszych działaczy.

Pamiętna konferencja prasowa – prosimy zwrócić uwagę na tłumacza (żeby nie było pracowało ich dwóch i drugi z nich spisywał się dobrze):

Reklamy

6 thoughts on “HMŚ od zaplecza: Media

  1. No ale ktoś go zatrudnił, ktoś zapewne mu zapłacił i o ile można popełnić błąd raz (HMŚ) dziwne, że pracował dalej podczas ME grupy „B”. Chyba na poziomie międzynarodowym powinien liczyć się profesjonalizm…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s