Odwaga z tylnego siedzenia


Jednym z największych problemów naszego rodzimego hokeja jest anonimowe krytykanctwo, jakie szerzy się nie tylko w internecie, lecz także w zakulisowych rozmowach. Krytykuje się wszystko i wszystkich – niestety prawie nigdy nie pod swoim nazwiskiem.

Można powiedzieć, że gdyby liczba uwag kierowanych w kierunku działaczy – głównie osób najważniejszych w naszym hokeju – miała choć w 50% przełożenie na krytykowanie ich posunieć w sposób otwarty, wówczas wiele problemów hokeja byłoby już dawno rozwiązanych.

Niestety zwykle poważne zastrzeżenia i nadużycia dotyczące naszego hokeja poruszane są w prywatnych rozmowach, bądź w internecie pod nickami „kibic”, „anonim” bądź „obserwator”. Wymienieni bohaterowie internetowych nie niosą ze swoimi sensacjami żadnej wartości dodanej. Nie ma bowiem po co polemizować z osobami, które nie firmują wygłaszanych przez siebie zastrzeżeń podpisując się pod nimi.

Zwyczaj ten panuje w obydwie strony – nie można się bowiem dowiedzieć zwykle z kim koresponduje się mailowo, gdy pisze się z PZHT, bądź kto prowadzi odpowiednie konta promujące hokej na portalu Facebook. To niedopuszczalne.

Wygodna, ale i bezwartościowa anonimowość skutkuje  czymś bardzo ważnym. Całkowity brak „hokejowych elit” opozycyjnych wobec działań PZHT. Na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które w przeciągu kilku ostatnich lat jasno dawały przekaz „Ja Kowalski nie zgadzam się z następującym posunięciem PZHT i uważam, że jest ono niedopuszczalne.”

Policzmy (kolejność przypadkowa): Łukasz Wybieralski, Dariusz Wizor, Andrzej Miśkiewicz, Rajmund Plawgo – pewnie jeszcze kilka osób by się znalazło, ale chórem osób niezgadzających się z działaniami władz polskiego hokeja nie możemy tej małej grupki nazwać. Dodatkowo nie widać w tej opozycji nikogo, kto zmusiłby władze polskiego hokeja do jakiejkolwiek poważnej debaty dotyczącej przyszłości polskiego hokeja. Z ich punktu widzenia koncepcji się nie opłaca mieć, bo można być z niej rozliczonym, a po co cokolwiek realnego, związanego z datami obiecywać, skoro nawet nie ma konkurenta do startu w wyborach na Prezesa PZHT. Smutna prawda.

Warto spojrzeć na problem od innej strony. Gdy zastanowić się nad przyczynami braku otwartej krytyki działań na rzecz polskiego hokeja, ciężko dojść do jednoznacznych wniosków. Motywacji jest kilka. Od zwykłego tchórzostwa, przez dwulicowość opierającą się na zasadzie: anonimowo skrytykuję, a potem pod naziwskiem uścisnę dłoń, po obawy. Obawy związane z gorszym traktowaniem danego miasta przy rozdziale sprzętu, przy nakładaniu kar, przy ustalaniu terminarza rozgrywek bądź rozpatrywaniu spornych kwestii.

Niestety nie zapowiada się, aby w polskim hokeju narodziła się grupa osób, która otwarcie, pod nazwiskami będzie domagała się rzetelnej dyskusji programowej nad przyszłością polskiego hokeja. Ci najaktywniejsi i tak w swoich klubach nie mają wiele do powiedzenia, bo na zjeździe pojawią się w większości tzw. „leśne dziadki:, dla których trzymanie się nieznaczącej funkcji i posiadanie własnej pieczątki określającej zabawne stanowisko piastowane w klubie jest ważniejsze, aniżeli rzetelna rozmowa nad problemami naszego hokeja. Ci Panowie bez żadnej instrukcji wiedzą na kogo głosować, a i rozmowa poprzedzająca głosowanie raczej niewskazana, bo flaszka się odmrozi, a obiad wystygnie…

Reklamy

9 thoughts on “Odwaga z tylnego siedzenia

  1. Witam serdecznie!

    Przeczytałem z uwagą powyższy tekst i musze pogratulować trafności spostrzeżeń. Dokładnie tak wygląda szara rzeczywistość hokeja w Polsce.
    Rzeczywiście spotykałem i nadal spotykam się z wieloma fantastycznymi ludźmi, młodymi, ambitnymi, którzy tak jak ja idealistycznie wierzą, że można coś zmienić, że wystarczy wziąc się do uczciwej roboty, a sukcesy przyjdą same. Proszę mi wierzyć, że w polskim hokeju takich osób jest bardzo dużo. I to jest ta optymistyczna strona. Niestety dyscyplinę tą na dno ciągną ludzie pozbawieni ambicji, krótkowzroczni, którzy mają na uwadze wyłącznie własne interesy, tym samym zachowanie status quo. Niestety nie ma szans na jakąkolwiek współpracę ponad klubami, ponad posadkami wyłącznie w celu rozwoju sportu. Już od dziecka uczy się w polskim hokeju wręcz nienawiści do przeciwnika, brutalności, oszustwa (np. gra starszych zawodników w młodszych kategoriach wiekowych na lewych licencjach), zamiast wychowywać. Najważniejsze są ambicje „działaczostwa” i kasa, którą dostanie się za punkty „zrobione” przez młodzież. W Niemczech nikt nie może mi uwierzyć, że u nas funkcjonuje taki system. Jest on absolutnym wypaczeniem idei sportu. Nigdy nie zapomnę, jak zakładając Iuventę byłem niszczony w Środzie donosami, pomówieniami, paszkwilami w lokalnej prasie itd. Cały czas widzę chore z nienawiści twarze ludzi, nie mogących pogodzić się z faktem, że powstał klub, w którym ludzie udzielają się za darmo. Toż to czysta patologia w Polsce – robić coś dla idei! Teraz w Niemczech pomagam „za darmo” klubowi w mieście, w którym żyję i co? Jest to normalne. Co więcej: kluby sportowe nie dostają z miasta żadnych środków, a za wszystko płacą z własnej kieszeni. Dla większości klubów liczą się nie wyniki, ale wspólne spędzanie czasu, zrobienie czegoś razem, pomaganie sobie w zmaganiu z przeciwnościami. Na pierwszy rzut oka wygląda to na jakąś abstrakcję, ale tutaj ludzie chcą po prostu być razem. Podobnie zrobiliśmy z Iuventą, w której ludzie chcieli się udzielać, chcieli pomagać, mieli przyjemność z bycia razem i tworzenia czegoś wspólnie. Niestety w Polsce budzi to strach, że może powstać jakaś grupa poza „oficjalnym obiegiem”, zaczyna się zastraszanie, ludzie przestają rozmawiać otwarcie, zaczynają się bać, że moga „podpaść”…

    Wyraziłem chęć kandydowania na prezesa PZHT, którą trochę pokrzyżowały moje plany zawodowe i wyjazd do Niemiec. Jednakże definitywnie tego nie wykluczam, choć zdaję sobie sprawę, że system głosowania z góry stawia mnie na straconej pozycji. Po prostu większość „leśnych dziadków” nie strawi głębokich zmian systemowych, które byłyby moim udziałem. Już wiele razy słyszałem słowa: „Nie będziesz rządził polskim hokejem!”.

    Na koniec przytoczę cytat pokazujący to, co jest najgorsze w tym wszystkim – typowo polskie myślenie w kategoriach, żywcem wziętych z „modlitwy Polaka” w ostatniej scenie „Dnia Świra” (cytat poniżej):

    „… Kto ja jestem?
    Polak mały! Mały, zawistny i podły!
    Jaki znak mój? Krwawe gały!
    Oto wznoszę swoje modły do Boga, Maryi i Syna!
    Zniszczcie tego skurwysyna!
    Mojego rodaka, sąsiada, tego wroga, tego gada!
    Żeby mu okradli garaż,
    żeby go zdradzała stara,
    żeby mu spalili sklep,
    żeby dostał cegłą w łeb,
    żeby mu się córka z czarnym
    i w ogóle, żeby miał marnie!
    Żeby miał AIDS-a i raka,
    oto modlitwa Polaka!”

    Wierzę, że jednak kiedyś się to zmieni i nie tylko w hokeju, ale także w innych dziedzinach naszego życia społecznego zajdą takie zmiany, które sprawią, że ten brutalny i wulgarny cytat będzie nieaktualny. Tego wszystkim nam życzę na przyszłość!

    Pozdrawiam z Badenii-Wirttembergii
    Rajmund Plawgo

  2. Gratulację za powyższy tekst ! Również uważam że ważne opinie powinno firmować się własnym nazwiskiem. Niestety z przykrością stwierdzam że ludziom w obecnych czasach zwyczajnie brak ,,jaj” mentalnych.
    Rajmund – Tobie (lub jakiemukolwiek innemu kontrkandydatowi dla obecnego prezesa PZHT) życzę powodzenia w najbliższych wyborach.

    Pozdrawiam
    Arkadiusz Zalech

  3. Więc może pora na spotkanie tzw „opozycji” (np. pod patronatem Prohokeja) i spróbowanie pogadania jakie działania można podjąć wobec PZHT. Wiadomo, że „w grupie” jest się silniejszym.

  4. Rajmund..tak dzialaja kluby nie tylko w niemczech, czy w europie, ale takze tutaj w Australii….i Nowej Zelandii…normalka….chcesz grac?musisz placic niezaleznie czy grasz w 1 czy 5 lidze….nie wiem czy wiecie, ale hokeistki Australii doplacaja do wyjadow z wlasniej kieszeni….!!!powyzszy tekst…BINGO…WESLOYCH SWIAT

  5. w Austri jest identycznie placisz za przynaleznosc do Klubu.
    Reprezentacja Austri doplacila do ME na Hali gdzie zdobyli zloty medal 150€ do MS w Poznaniu Tez.Pozdrawiam

    • Co wy gadacie? Hokeiści płacą z własnej kieszeni za to że grają?- i tak jest na całym świecie?- nie wierzę w takie bajki.

      • wyjedz, zobaczysz i uwierzysz…..w Australii przynaleznosc klubowa kosztuje ok $350 plus $10 dolarow za mecz….kadra Australii placila z wlasnej kieszeni na wyjazd do Poznania na Mistrzostwa Swiata….Kanada tez….zawodnicy sami sobie tutaj szukaja sponsorow indywidualnych, ktorzy w pewien sposob pomagaja…..

      • Jestem prostym kibicem, głowy mi brakuje żeby to ogarnąć. Uważacie, że nasi amatorzy, którzy z hokeja nic nie mają, prócz straconego dla rodzin czasu, powinni jeszcze płacić klubom albo PZHT żeby grać w Toruniu, Gąsawie, Siemianowicach, albo w Gnieźnie? To ma być sposób na ratowanie hokeja w Polsce?

  6. Bardzo cieszy nas tak duża ilość merytorycznych głosów rozwijających tą dyskusję! Pokazuje to, że tak usilne próby (podejmowane często zupełnie wprost przez władze PZHT) wyeliminowania możliwości komentowania newsów na naszej stronie (gdy była jeszcze portalem) wynikały tylko i wyłącznie z tchórzostwa przed merytoryczną dyskusją! Oby tak dalej!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s